2012-04-19

Spacerek

Pierwszy w tym sezonie - jeśli nie liczyć mojego nieudanego wyjścia z trio do pobliskiego parku, trzy fretki i jeden człowiek, wiadomo, że nie mogło się to udać.
Zatem dziś po nakarmieniu pana domu i schwytaniu trzech futrzaków, które dziwnie chętnie dały sobie założyć szelki, poszliśmy się polansować dookoła bloku. Do parku to trzeba jednak kawałek przejść, a nie wiedzieliśmy jak one się zapatrują na chodzenie, więc obraliśmy tylko osiedlowy trakt.
Wszystko szło dobrze do... wycieraczki. Na wycieraczce - naszej i dwóch sąsiadów - zaczęło się mizianie, przewracanie, szorowanie i nijak nie chciały iść dalej.
Zapięliśmy je w standardowy układ: Zaraz i Moment razem (mają rozdzielacz do smyczy), Chwila (w nowych szelkach) - osobno. Ja prowadziłam chłopców, Luźny - dziewczynkę. Mała szła jak piesek, Luźny w prawo, ona w prawo, Luźny truchtem, ona za nim. Musiał jedynie uważać, żeby jej nie zgubić, albo nie przyciągnąć, bo jest tak leciutka, że nie napręża sprężyny w smyczy automatycznej.
Za to chłopaki pokazali. W zasadzie też standard. Zaraz w prawo, Moment w lewo, ja pośrodku. Zaraz biegnie, Moment się kładzie, kończy się rozdzielacz, więc Zaraz wpada na Momenta. No średnia zabawa, a i spacer nietęgi. Uznaliśmy więc, że trzeba zrobić roszadkę. Zaraza z Chwilą na jedną smycz, Momenta na drugą. My z Momkiem razem, Luźny z chudzielcami. Ooo to był strzał w dychę!
Pospacerowaliśmy, ludzie się pogapili (mało, bo wychodzimy ze zwierzorkami jak już jest ciemno), trochę nawet zmarzliśmy.
Minęły ponad 3 godz. a maluchy śpią od tego czasu słodziutko, jakbyśmy przemierzyli drogę na Jasną Górę co najmniej :) 

2012-04-15

O zdrowiu Momenta cd.

Moment ma już od jakiegoś czasu podejrzenie, a w zasadzie diagnozę insulinomy. Za każdym razem u weta ma mierzoną glukozę, no i zwykle jej poziom jest baaardzo niziutki (na początku kwietnia był tak niski, że glukometr nie pokazał wyniku).
Tylko, że on wcale nie wygląda na chorego. OK jest ospały, ale zawsze ospały był - w każdym razie najbardziej z całej trójki. A z podanych na ferreta.pl objawów jedynie rozjeżdżanie tylnych łapek się zgadza. Zatem - nie leczymy, lecz obserwujemy. A żeby wyniki były jak najbardziej poprawne, ustaliliśmy z wetem, że to my będziemy mierzyć poziom momentowej glukozy.
W tym celu zdobyliśmy glukometr - nówka sztuka, pięć instrukcji, jakieś paski, lancety - aaa! Powiedziałam Luźnemu, że ja na pewno kłuć zwierzaka nie będę i niech on zostanie tym złym. Nakłuwanie lancetem to był jednak głupi pomysł - trzykrotnie okazywało się, że mamy za małą dawkę krwi, a młody (ekhm) się już nieźle wziął był zdenerwował. W końcu wyciągnęliśmy normalną igłę, taką jak do zastrzyków. Wreszcie się zaczerwienił opuszek, spadła dorodna kropla krwi i mieliśmy wynik. 42. Jak na Momenta - doprawdy nieźle, bo czasem miewał poniżej 30 - czyli 1/3 normy :(
W nagrodę dostał witaminek i ukontentowany poszedł spać.

2012-04-05

Przegląd okresowy

Wiosenne sprawdzenie stanu zdrowia maluchów za nami.
A nie było łatwo - po pierwsze goniły nas terminy, bo pieczątki w paszportach (czyli szczepienia przeciw wściekliźnie) muszą być uzupełniane co roku. Po drugie - trzeba było weta odwiedzić dwa razy.
Poniedziałkowa wizyta i wiadomości: Moment ma tak niski poziom glukozy, że glukometr odmówił podania wyniku. Przy okazji fret się szarpał, skoczył z kozetki i spieprzał przed lekarką. Uznała więc pani doktor, że na niedoglukozowanego to on nie wygląda. Raczej na przeżartego, ale ten problem już znamy ;-) Dostał swój steryd na nadnercza i wystarczyło.
Oprócz tego cała trójka się zakwalifikowała do szczepionki przeciw świerzbowcowi. Skąd one to cholerstwo mają - czort jeden wie, bo przecież rzadko z nimi wyłazimy. Popołudniu odbyło się wielkie Kropienie Między Łopatki. A dziś dodatkowo do prania poszły bez wyjątku wszystkie kocyki, polary, poszewki, ręczniki, szaliki itp. itd.
A skoro jedną rzecz dostały, to nie mogły tej wściekliznowej szczepionki mieć. Zatem Luźny w środę odbył drugą podróż do lecznicy z całą trójką. Dostały po zastrzyku, Momenta glukoza wreszcie się ujawniła (za niska - musimy kupić glukometr i sami mierzyć jej poziom) i wreszcie wróciły do domu.
Grzeczniutkie były - jak nie one!

A za dwa tygodnie niespełna chłopaki kończą 5 lat!!! A dziewczynka dwa.
Aaaa czasie - gdzie tak pędzisz?