Moment ma już od jakiegoś czasu podejrzenie, a w zasadzie diagnozę insulinomy. Za każdym razem u weta ma mierzoną glukozę, no i zwykle jej poziom jest baaardzo niziutki (na początku kwietnia był tak niski, że glukometr nie pokazał wyniku).
Tylko, że on wcale nie wygląda na chorego. OK jest ospały, ale zawsze ospały był - w każdym razie najbardziej z całej trójki. A z podanych na ferreta.pl objawów jedynie rozjeżdżanie tylnych łapek się zgadza. Zatem - nie leczymy, lecz obserwujemy. A żeby wyniki były jak najbardziej poprawne, ustaliliśmy z wetem, że to my będziemy mierzyć poziom momentowej glukozy.
W tym celu zdobyliśmy glukometr - nówka sztuka, pięć instrukcji, jakieś paski, lancety - aaa! Powiedziałam Luźnemu, że ja na pewno kłuć zwierzaka nie będę i niech on zostanie tym złym. Nakłuwanie lancetem to był jednak głupi pomysł - trzykrotnie okazywało się, że mamy za małą dawkę krwi, a młody (ekhm) się już nieźle wziął był zdenerwował. W końcu wyciągnęliśmy normalną igłę, taką jak do zastrzyków. Wreszcie się zaczerwienił opuszek, spadła dorodna kropla krwi i mieliśmy wynik. 42. Jak na Momenta - doprawdy nieźle, bo czasem miewał poniżej 30 - czyli 1/3 normy :(
W nagrodę dostał witaminek i ukontentowany poszedł spać.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą glukoza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą glukoza. Pokaż wszystkie posty
2012-04-15
Subskrybuj:
Posty (Atom)