2012-11-11

Okrutny los


Zaraz
(2007-2012)


Wczoraj popołudniu odszedł od nas Zarazek.

Nie udało się mu odzyskać oddechu po nagłej operacji, którą musiał przejść. Odszedł właściwie na moich rękach, patrzyłam jak lekarz próbuje przywrócić mu oddech, potem krążenie - niestety bezskutecznie.
Nie był chory, aż do piątku tryskał optymizmem pomieszanym z lekkim jesienno-zimowym ospaniem.
W piątek wieczorem znaleźliśmy go spienionego i cichutko piszczącego, po wzięciu na ręce okazało się, że ma twardy, napuchnięty brzuch. Było już za późno na wizytę u naszego weta, więc pojechaliśmy na ostry dyżur. Tam na zdjęciu rtg nie było widać, żadnego przedmiotu, którym malutek mógłby się zakrztusić i "zatkać". Dostał leki, a  my polecenie, by rano jechać do dr. Piaseckiego.
Noc była straszna...
U weta okazało się, że ma skręcony żołądek. Prawdopodobnie najedzony hasał po domu i żołądek mu się po prostu owinął wokół siebie. Doktor podjął się operacji, kiedy przyjechałam, by z małym posiedzieć, bo lekarz musiał na chwilę wyjechać, co chwilę miałam zwidy, że zwierz a to mruga oczami, a to już prawie wstaje. Już prawie wychodziłam z nim do domu - z dokładnymi instrukcjami na najbliższe 24 godziny, lekami, umawianiem kolejnych wizyt, gdy Zaraz przestał oddychać. Niestety nie udało się mu tego oddechu przywrócić.


Zarazie,
wiedziałam, że tęsknisz za Momentem, że bardzo Ci go brakuje. Ale nawet nie wiesz jak bardzo nam brakuje Ciebie, Was obu. Naszych urwisów, naszych zwierzątek, naszych domowników.
Mamy nadzieję, że gdzieś tam za Tęczowym Mostem znaleźliście się z bratem i hasacie już wesoło razem. Bez bólu.
Zarazie, mam nadzieję, że do ostatniego oddechu czułeś, że jestem obok. Że miałeś dobry dom i że zrobiliśmy wszystko, co tylko było w naszej mocy.
Teraz musimy zająć się Chwilą, bo Malutka zupełnie nie wie, co się dzieje. Przemierza kilometry w domu i nie ma kogo potarmosić, ani w kogo się wtulić.

Żegnaj kochany zwierzaku - nigdy o Tobie nie zapomnimy!

BiL

1 komentarz: