2007-08-25

Aniołki z rogami

Nasze maluchy wyglądają słodko chyba tylko kiedy śpią. Prawie zawsze śpią przytuleni do siebie, jeden na drugim, jeden przerzucony przez drugiego, jeden oparty o drugiego. Konfiguracje bywają bardzo różne.


W te upalne dni mają do dyspozycji balkon, na którym spędzają zdecydowanie najwięcej czasu, niestety ich brak instynktu samozachowawczego (nie wierzymy, żeby były to myśli samobójcze) nakazują nam zasłanianie rolety zewnętrznej. Jakiś respekt przed wysokością czują, ale chyba nie jest on zbyt duży, w każdym razie wolimy tego nie sprawdzać.

*
Szukają nowych zabawek i nowych kryjówek. A najlepiej kryjówko-zabawek.


No i nie czują żadnego respektu wobec na nas. Po prostu wszystko, co znajdzie się w ich zasięgu i nie zniknie w milionową część sekundy, fretki uznają za podarowane i natychmiast są gotowe do zagospodarowania danej rzeczy. A tylko niech ktoś spróbuje im w tym przeszkodzić... Ostre zęby idą w ruch


A potem jakby nigdy nic buszują sobie w kwiatkach mojej mamy lub podkopują brzoskwinię na ukochanym trawniku mojego taty. Ale popatrzcie na te mordki - czy można się na nich długo gniewać?


*
Ostatnio uruchomiły gruczoły piżmowe - tego się da opisać, ani tym bardziej pokazać. Na razie im się tylko "ulatnia" przez przypadek, co będzie jednak, gdy skapują się po co to mają i będą nas szantażować? W lecie otworzymy okna, a zimą chyba przyjdzie nam chodzić po domu w grubych ubraniach.

2007-08-16

Zwierzakowo




Odbyliśmy bardzo ciekawy spacer, którego głównymi bohaterami były dwa owczarki bergamasco - Libero vel Bero vel Berek oraz Grato (dwie "czarne dziury" na fotkach) oraz Zaraz i Moment.


Do tej pory właściciele każdego psiaka myśleli, że są jedyni we Wrocławiu, przypadek sprawił, że się o sobie nawzajem dowiedzieli. A Berek i Grato to bracia. Sprawa jest dość tajemnicza, w każdym razie Grato zaginął - po prostu w cudowny sposób odwiązał się z latarni, do której go na chwilę przywiązali właściciele. Odnalazł się w schronisku dla zwierząt... z obciętą grzywką. Biedaczek. Te psy to "mop dogi" one mają po prostu naturalne dredy, ale dla niektórych ludzi wyglądają, jakby były zaniedbane, no i grzywka zasłania im oczy, więc - ci sami ludzie - uważają, że nic nie widzą. No i efekt jest taki, że biedny Grato ma teraz zaczerwienione oczy, bo go słońce razi.
Nie wiedzieliśmy jak zwierzaki nawzajem na siebie zareagują (w sensie fretki na psy i psy na frety), więc podchodziliśmy bardzo powoli. Zaraz z Momentem były tak samo zaciekawione jak i Berek, Grato podszedł do tego spotkania ze stoickim spokojem. Frety oczywiście wygięły grzbiety, a ogony zmieniły w szczotki, no i zaczęły się zaprzyjaźniać. Dla nich niestety oznacza to oprócz obwąchiwania także gryzienie i biedny Berek został pokąsany, ale nie stracił rezonu i chciał się maluchom odwdzięczyć tym samym. Wtedy frety wylądowały na naszych bezpiecznych rękach - mogłyby nie przeżyć berkowego zacisku szczęk.




Do każdego następnego "zbliżenia" podchodziliśmy bardzo ostrożnie. Szczególnie ciekawy tych śmiesznych stworzonek był Berek i choć Luźny stał kilka metrów dalej, psiak wykorzystywał każdą okazję by oddalić się bezszelestnie i obwąchiwać ogony. Niestety psuliśmy mu zabawę i w porę był przez Maćka przywoływany.


Grato dał radę i nawet ukąszenie prosto w nos nie wytrąciło go z równowagi, fretki też dały sobie więc spokój z gryzieniem i już tylko z ciekawością się obwąchiwali. Skorzystały też z psich wiaderek do picia, żeby zażyć odświeżającej kąpieli :-)


2007-08-11

O urlopie

Wakacje fretkowe udały się chyba w tym samym stopniu, co i nasze :-)
Cudem upchaliśmy się w samochód - klatka maluchów (na całe szczęście składana) zajęła właściwie cały bagażnik, nogami wpychaliśmy tam jeszcze nasze plecaki, a kurtki i polary właściwie leżały na wierzchu i zabezpieczały szyby przed metalowymi nogami klatki. Kontenerek, w którym podróżowali malcy, zajął jedno siedzenie z tyłu, obok stał kosz z wiktuałami - tak naszymi, jak i zwierzakowymi, no i do tego wszystkiego jeszcze ja :-) Bo z przodu jechała moja siostra, musiała jeszcze na podłodze koło nóg zmieścić plecak z laptopem i jakiś z suchym prowiantem. Wyglądaliśmy jakbyśmy się w czasie z 15 lat przenieśli i jechali fiatem 126p czteroosobową rodziną nad morze. Tylko walizki pokrywającej dach nam brakowało.
*
Słowa uznania i wielkie brawa dla maluchów, które były bardzo dzielne. Całą drogę przespały. Wystarczyło tylko ruszyć. Zmieniały tylko pozycje na coraz to ciekawsze, czym oczywiście doprowadzały nas do śmiechu. Obudziły się tuż przed Krakowem, bo stanęliśmy. Ciekawie zaglądały przez kratki i trochę nabałaganiły z wodą i jedzeniem, korek niestety był poważny, a one coraz bardziej niecierpliwe. Ale doczekały się rozprostowania kości tuż pod nota bene Kopcem Kościuszki. Ach od razu rzuciły się w krzaczki, kretowiska, kręte ścieżynki. Nie wiedziały, że na miejscu będzie jeszcze lepiej.
*
Do Zakopanego bez większych utrudnień i postojów dotarliśmy po 16:00. Szybko też rozciągnęliśmy linkę, do której przyczepione zostały smycze, a do smyczy fretki. Zwierzaki miały możliwość poznania terenu. Zaczęło się od eksplorowania tajemnych miejsc pod schodami tarasu (mnóstwo śmieci) oraz kopania dołków pod tymi schodami (nie wiem, miało to może naruszyć fundamenty).
*
Kiedy wychodziliśmy na cały dzień w góry fretki rano towarzyszyły nam przy śniadaniu (one na swoim sznurku biegały po mokrej od rosy trawie), potem wędrowały do tzw. sali rycerskiej, która w całości była do ich dyspozycji i nawet kiedy pojawili się kolejni wczasowicze nie robili żadnych problemów, że zwierzaki korzystają z tego miejsca.
Sala rycerska była wielka jak całe nasze mieszkanie, mieściła się w przyziemiu, więc panował tam chłodek nawet w najbardziej upalne dni. Zakamarków za bardzo nie było, ale chłopaki dostawali koc, wszystkie zabawki, domki, miski z wodą i jadłem, także niczego im nie brakowało.
A popołudniu kiedy wracaliśmy z wypraw w góry znowu myszkowały w "ogrodzie".
*
Na całe szczęście - nasze i fretek - ogród był dość sporym, ale całkowicie porośniętym trawą i krzaczkami terenem, o który nikt nie dbał. Trawa sobie po prostu rosła i nie udawała nawet, że ktoś ją strzyże. Szybko powstała dziura na głębokość kilkudziesięciu centymetrów (cała fretka się w niej mieściła). Prawie równolegle powstała druga dziura, potem tunel łączący oba dołki, następnie znowu dziura i łącznik z tą pierwszą. W międzyczasie udrożniły zupełnie kamienne odpływy, do których z rynien spływała deszczówka, podrażniły kreta grzebiąc mu w kopczyku, nadal naruszały konstrukcję całej chaty ryjąc pod schodami, sprawdziły czy nic ciekawego nie kryje się w starym, ściętym pniu drzewa i zaczęły kopać kolejny tunel do swych ulubionych dziurek. Niestety dzieła nie dokończyły, bowiem po 2 tygodniach trzeba było wracać do Wrocławia.
*
Gór to niestety maluchy za dużo nie widziały :-( Do TPN jest co prawda tylko zakaz wprowadzania psów, ale nie chcieliśmy sprawdzać czy w praktyce nie oznacza, że żadne stworzenia domowe (prócz owieczek rzecz jasna) na teren parku wchodzić nie mogą. Ostatniego dnia postanowiliśmy wynagrodzić im tę stratę. Zabraliśmy ogony na Gubałówkę. Stresowały się nieco podróżą na górę kolejką gondolową, ale trzymane mocno, wiedziały, że są bezpieczne. Na górze wzbudzały ogólną radość i zaciekawienie całego miliona ludzi, którzy też akurat bawili w tym miejscu. Na setny zachwyt nad fajną fretką oraz pytanie czy można pogłaskać odpowiedziałam bardzo grzecznie i zgodnie z prawdą, że owszem można, ale trzeba zachować ostrożność, bo zwierzaki gryzą, ha to podziałało i już nikt maluchów nie zaczepiał. A oni? zdawali się mieć gdzieś panoramę Tatr (pogoda była kiepska i widoczność nie najlepsza, to fakt), węszyli i szukali gęstych krzaków idealnych do baraszkowania.
*
A potem niestety trzeba było wracać do domu. Znowu drogę przespały, mnie wprawiały w zadania fretkowej mamy, która ma pod ręką papierowy ręcznik i likwiduje bomby biologiczne oraz pakuje je w znalezioną naprędce reklamówkę. Ale dałam radę :-)

2007-08-07

Wakacje w górach

Żeby nie było wątpliwości - fretki też miały wakacje, w Zakopanem.
Relacja wkrótce, a na razie dwie fotki dokumentujące pierwszy urlop maluchów.