Na rozpasanie seksualne spuśćmy kurtynę milczenia (dzięki Beast!).
Ale pozostańmy w sferze okazywania sobie uczuć.
Jak to jest w świecie ludzi - mniej więcej wiadomo, jak u fretek - też wiadomo (a jak nie wiadomo, to należy przeczytać kilka poprzednich notek), ale jak to się odbywa w świecie ludzko-frecim, kto ciekaw, niech czyta.
Ano odbywa się to tak.
Dziś, jak prawie zawsze, pierwsza wstałam i polazłam do łazienki. Po drodze - jak zwykle - natknęłam się na dwóch dzielnych, włochatych strażników w pozie Sfinks czekających pod drzwiami na jakikolwiek ruch z sypialni. Ponieważ wiedziałam, że Luźny już nie śpi (wezwany smsem na służbę), otworzyłam szeroko drzwi, a strażnicy niczym dwie strzały śmignęli do sypialni (terra incognita, za każdym razem dzielnie ją eksplorują).
Umyłam włosy, chciałam się wziąć za ich suszenie, a tu wpada Luźny, wkłada głowę pod kran z zimną wodą, patrzę, a tam czerwono, krwistoczerwono. Pytam więc lekko przerażona cóż to się stało. Podnosi głowę i widzę dwie czerwone szramy prosto na... nosie.
Otóż Luźny postanowił sobie popatrzeć z wysokości łóżka na harcujące maluchy. Moment usiłował wdrapać się na łóżko, w czym dość skutecznie przeszkadzał mu trochę grubawy tyłek, natomiast Zaraz wesoło sobie brykał. I z tej radości brykania postanowił pokazać tatusiowi, jak bardzo go kocha. Chwycił go więc za być może jedyną dobrze widoczną dla ślepawej fretki część
tatusiowej twarzy - za nos właśnie.
Żeby się tylko wbił, to by Luźny miał 4 dziurki zamiast zwyczajowo ludziom przypisanych dwóch. Ale się freciak zaczął pod swoim ciężarem zsuwać, a przy okazji informacja o bólu dotarła już do mózgu Luźnego i ten też usiłować agresora od siebie uwolnić (albo siebie od agresora, zależy jak na to patrzeć). Z tego wszystkiego są: 4 dodatkowe dziury w/na nosie, dwie równoległe rysy i jeszcze jakaś drobnica przy samym czubku.
Okrutnik Luźny nie zrozumiał, że to było frecie Kocham Cię tato, więc futrzak niczym kamień w curlingu na tyłku opuścił sypialnię.
A oto fotka dokumentująca, że Zarazowi nic nie jest, czuje się już dobrze, doszedł do siebie i co tu dużo mówić, wydaje się dość dumny z porannego incydentu: