Odpowiedzieć na to pytanie należałoby chyba "nie wiemy, bo nigdy nie pytaliśmy, a one nic nam nie mówią", ale ponieważ to ogólnie małomówne stworzenia, spróbujemy odpowiedzieć za nie.
Tak - bo można dłuuugo spać, a przecież freciory to śpiochy jakich mało. Obecnie przesypiają jakieś 20-22 godz. na dobę. Budzą się o poranku na śniadanie, potem zwykle na przemian: Zaraz biega, Moment i Chwila śpią, Moment... chadza (bo on raczej nie biega) - śpią Zaraz i Chwila, Chwila wydrepce ze skryjówki - chłopaki śpią. I druga wspólna pobudka na kolację. No czasem jeszcze zdarza się im się tuż przed naszym położeniem się spać trochę zaszaleć, ale wszystkie te pobudki zebrane razem to góra te 4 godziny na dobę. (Oho, właśnie wstała Chwila - podejrzewam, że niebawem wstaną też chłopy, wszak głód to dobry budzik).
Tak - bo na balkonie jest taki przemiły chłodek. Niestety balkon udostępniamy im tylko wtedy, gdy nas nie ma w domu, bo jak tu siedzieć przy otwartych oknach, kiedy na dworze minus 10 stopni?
Nie - bo w domu jest za ciepło. My i tak nie należymy do zmarzluchów i kaloryfery są albo zakręcone, albo odkręcone do połowy, ale mieszkanie w bloku ma tę wadę/zaletę, że grzeją nas sąsiedzi (i rury w łazience, których wyłączyć się nie da).
Tak - bo śnieg jest zabawny, co prawda Chwila go jeszcze nigdy w życiu nie widziała (ciągle nie odrosła jej sierść na brzuchu po sterylizacji), ale po zachowaniu chłopaków możemy uznać, że frety śnieg lubią. Tylko nie w nadmiarze. Po 15 minutach przedzierania się przez zaspy i rycia ryjkami w świeżym śniegu, maluchy domagają się brania na ręce, wkładania pod kurtkę i generalnie ogrzewania. Co prawda tegoroczne śniegowe harce w wykonaniu Zaraza i Momenta są nieco stonowane, co unaocznia nam, że zwierzaki już dorosły. Aż nie możemy się doczekać, jak zareaguje dziewczynka :)
Nie - bo rzadko zdarzają się nam spacery. Jak już wrócimy do domu, to naprawdę ciężko nam się zebrać, żeby opuścić ciepłe kąty i wyjść na ten mróz. Zwierzaki więc bawią się zwykle w domu (te max. 4 h ich dziennej aktywności).
W ogólnym rozrachunku - zima jest fajna!
***UPDATE***
Pierwszy zimowy spacer już za Chwilą. Najpierw nie wiedziała o co chodzi, potem zlękniona wychodziła tylko na sekundę z kontenerka, a w końcu brykała w najlepsze i chowała się pod śniegiem, więc było trochę stresu, żeby się gdzieś do jakiejś nory nie wpakowała śpiącemu krecikowi czy innej myszy.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śnieg. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śnieg. Pokaż wszystkie posty
2010-12-30
2010-01-07
Fretki lubią zimę?
Nasze chyba nie bardzo. A przynajmniej nie tak, jak my to sobie wyobrażamy.
Na Sylwestra wybraliśmy się za miasto. Ledwo zjechaliśmy z autostrady, a zaczęły się zaspy i zamiecie. Zima, psze państwa!
Wyciągnięte na chwilę po podróży zwierzaki, hasały i próbowały robić podkopy. Coś im się chyba śnieg z piaskiem pomylił :) Ale ponieważ szliśmy na ognicho, uznaliśmy, że zostawimy je w klatce. Za to następnego dnia obiecaliśmy im spacer.
Taaa, nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Primo, nasze fretki generalnie nie przepadają za spacerami w dzień. Secundo było zimno jak cholera, więc łapki im szybko marzły. Na szczęście udał się nam kompromis. Fretce wsadzonej pod kurtkę jest ciepło. A małe ciałko doskonale grzeje właściciela kurtki!
Na Sylwestra wybraliśmy się za miasto. Ledwo zjechaliśmy z autostrady, a zaczęły się zaspy i zamiecie. Zima, psze państwa!
Wyciągnięte na chwilę po podróży zwierzaki, hasały i próbowały robić podkopy. Coś im się chyba śnieg z piaskiem pomylił :) Ale ponieważ szliśmy na ognicho, uznaliśmy, że zostawimy je w klatce. Za to następnego dnia obiecaliśmy im spacer.
Taaa, nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Primo, nasze fretki generalnie nie przepadają za spacerami w dzień. Secundo było zimno jak cholera, więc łapki im szybko marzły. Na szczęście udał się nam kompromis. Fretce wsadzonej pod kurtkę jest ciepło. A małe ciałko doskonale grzeje właściciela kurtki!
2009-01-07
Jednoaktówka noworoczna
Nowy Rok przywitał nas śniegiem, który jak widać uznał, że święta mogą obejść się bez niego (przynajmniej katolickie święta, prawosławnym akurat sypnęło). Nie zważając jednak na przeciwności pogodowe, postanowiliśmy wesołym stadkiem wyjść na świeże powietrze i pohasać trochę po wałach. Krótka historia spaceru w wydaniu dramatycznym złożonym głównie z didaskaliów:
Osoby dramatu:
BEREK - owczarek bergamasco, dredziarz
ZARAZ - fretka chuda
MOMENT - fretka gruba
GLUŚ - 1,5-roczny chłopiec
ANIA I WALDI - rodzice GLUSIA
PAT I MACIEK - opiekunowie BERKA
BETI - współlokatorka ZARAZA i MOMENTA
Miejsce akcji:
Wrocław, wały nad Odrą, okolice mostu Trzebnickiego
Czas akcji:
sobota, 2 stycznia 2009 r., godz. 13:00
BEREK biega rozanielony, dredy rozwiewają mu się na wszystkie strony, od czasu do czasu zajada śnieg.
GLUŚ w kombinezonie rodem z projektu Apollo stawia niepewne kroki na swoich krótkich nóżkach. Nie wie czy ma się radować obecnością BERKA, rodziców, cioć i wujka, a może tych dziwnych stworzeń, które wg niego są kotkami.
ZARAZ i MOMENT odmawiają spacerowania po białej, zimnej powierzchni. Wzięte na ręce dają jednoznaczne sygnały, że najlepiej będzie im pod kurtką. I tam też siedzą grzecznie - całkiem niefretkowo przez dłuższy czas.
ANIA
Glusiu nie jedz śniegu.
MACIEK
Berek do mnie!
PAT
Beti, może w czymś Ci pomóc?
BETI (zdejmując aparat)
Chętnie, może chcesz robić fotki?
MOMENT uznaje, że może warto trochę się poruszać, ale kiedy jest na ziemi dochodzi do wniosku, że to jednak był durny pomysł, nikt jednak nie widzi jego błagalnych spojrzeń, więc ładuje się do wózka Glusia. GLUŚ zainteresowany „kotkiem” kuca przy wózku i próbuje wyciągnąć futrzaka. ZARAZ postanawia, że przemieści się do kaptura, gdzie siedzi nadspodziewanie spokojnie. BEREK szaleje z MAĆKIEM - niestety stado nie chce biegać i ciągnie się przez kilka metrów. Jako zawołany pasterz, BEREK „orbituje” wokół wszystkich i próbuje ich zagarniać.
PAT
Może już dość tego spaceru? Chodźmy na obiad.
MOMENT ląduje z powrotem pod kurtką i przysypia. ZARAZ ładuje się do rękawa kurtki, zwisa dłuższą chwilę głową w dół, zanim BETI orientuje się, że to nie jest chyba dla zwierzaka zdrowe. Wyciąga więc zaplute stworzenie rozbierając się przy tym z odzienia wierzchniego i budzi drzemiącego MOMENTA. Droga na obiad mija w miarę spokojnie, ale w pewnym momencie fretki zaczynają się miotać i próbują ucieczki
BETI (myśląc głośno)
A może one chcą się załatwić?
BETI stawia zwierzęta pod krzakiem, te zadzierają ogony, robią to, czego zwykle na dworze nie robią i ładują się z powrotem bezpiecznie pod kurtkę.
Obiad jest pyszny. BEREK domaga się rzucania mu ulubionego kawałka sznurka, GLUŚ zaczepia choinkę, dmucha świeczki, dotyka telewizor, ZARAZ i MOMENT uciekają z wanny, wycierają kurze spod szafy, w końcu zasypiają w kontenerku.
[KURTYNA]



Osoby dramatu:
BEREK - owczarek bergamasco, dredziarz
ZARAZ - fretka chuda
MOMENT - fretka gruba
GLUŚ - 1,5-roczny chłopiec
ANIA I WALDI - rodzice GLUSIA
PAT I MACIEK - opiekunowie BERKA
BETI - współlokatorka ZARAZA i MOMENTA
Miejsce akcji:
Wrocław, wały nad Odrą, okolice mostu Trzebnickiego
Czas akcji:
sobota, 2 stycznia 2009 r., godz. 13:00
BEREK biega rozanielony, dredy rozwiewają mu się na wszystkie strony, od czasu do czasu zajada śnieg.
GLUŚ w kombinezonie rodem z projektu Apollo stawia niepewne kroki na swoich krótkich nóżkach. Nie wie czy ma się radować obecnością BERKA, rodziców, cioć i wujka, a może tych dziwnych stworzeń, które wg niego są kotkami.
ZARAZ i MOMENT odmawiają spacerowania po białej, zimnej powierzchni. Wzięte na ręce dają jednoznaczne sygnały, że najlepiej będzie im pod kurtką. I tam też siedzą grzecznie - całkiem niefretkowo przez dłuższy czas.
ANIA
Glusiu nie jedz śniegu.
MACIEK
Berek do mnie!
PAT
Beti, może w czymś Ci pomóc?
BETI (zdejmując aparat)
Chętnie, może chcesz robić fotki?
MOMENT uznaje, że może warto trochę się poruszać, ale kiedy jest na ziemi dochodzi do wniosku, że to jednak był durny pomysł, nikt jednak nie widzi jego błagalnych spojrzeń, więc ładuje się do wózka Glusia. GLUŚ zainteresowany „kotkiem” kuca przy wózku i próbuje wyciągnąć futrzaka. ZARAZ postanawia, że przemieści się do kaptura, gdzie siedzi nadspodziewanie spokojnie. BEREK szaleje z MAĆKIEM - niestety stado nie chce biegać i ciągnie się przez kilka metrów. Jako zawołany pasterz, BEREK „orbituje” wokół wszystkich i próbuje ich zagarniać.
PAT
Może już dość tego spaceru? Chodźmy na obiad.
MOMENT ląduje z powrotem pod kurtką i przysypia. ZARAZ ładuje się do rękawa kurtki, zwisa dłuższą chwilę głową w dół, zanim BETI orientuje się, że to nie jest chyba dla zwierzaka zdrowe. Wyciąga więc zaplute stworzenie rozbierając się przy tym z odzienia wierzchniego i budzi drzemiącego MOMENTA. Droga na obiad mija w miarę spokojnie, ale w pewnym momencie fretki zaczynają się miotać i próbują ucieczki
BETI (myśląc głośno)
A może one chcą się załatwić?
BETI stawia zwierzęta pod krzakiem, te zadzierają ogony, robią to, czego zwykle na dworze nie robią i ładują się z powrotem bezpiecznie pod kurtkę.
Obiad jest pyszny. BEREK domaga się rzucania mu ulubionego kawałka sznurka, GLUŚ zaczepia choinkę, dmucha świeczki, dotyka telewizor, ZARAZ i MOMENT uciekają z wanny, wycierają kurze spod szafy, w końcu zasypiają w kontenerku.
[KURTYNA]



Subskrybuj:
Posty (Atom)

