Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kąpiel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kąpiel. Pokaż wszystkie posty

2008-08-21

Wody, wody dla ochłody

Upały nie odpuszczają. Wiatrak i zasunięta żaluzja już nie pomagają, jedyną ulgę futrzakom przynosi kąpiel. Dostały więc nowe pudełko-basen. Ze względu na wymiary naszego balkonu, basen jest jednofretkowy, ale dobre i to.
A oto podejścia do basenu:

Najpierw z pewną taką nieśmiałością, tylko przednie łapki.

Stoi dzielnie po"kolana" w wodzie.

Potem przyszła kolej na głowę do wysokości nosa.

A kiedy przekonał się, że wszystko ok, potraktował basen, jak fajne miejsce do popołudniowej drzemki.


2008-07-03

Upały

Fretki bardzo nie lubią upałów. To zwierzaki, które najlepiej czują się w temperaturach wiosenno-jesiennych, a i zima im nie straszna. Za to lato, szczególnie gorące, jak tegoroczne, może być dla nich niebezpieczne, wręcz zabójcze.
Współczujemy wszystkim klatkowym fretom, bo w klatce trudno sobie znaleźć odpowiednio chłodne miejsce i to właściciel musi zadbać o komfort zwierzaków (np. poprzez przykrycie części klatki mokrym ręcznikiem i to takim, który ciągle będzie mokry).
Zaraz i Moment są w tej komfortowej sytuacji, że cała chata w zasadzie należy do nich. Kiedy jest ciepło leżą "plackiem" na kafelkach w kuchni lub na balkonie, dodatkowo nie odsłaniamy żaluzji zewnętrznej, dzięki czemu mieszkanie nie nagrzewa się już od rana. No i cały dzień włączony jest wentylator, który choć trochę miesza powietrze w pokoju.
Dzisiaj do tego wszystkiego dołożyliśmy jeszcze jedną atrakcję. Największa kuweta zamieniona została w... basen! Hihi, miny futrzaków były nieziemskie. Najpierw z pewną taką nieśmiałością, potem coraz śmielej podchodziły, wąchały, próbowały drapać. W końcu Moment podjął wyzwanie, przerzucił połowę swojego futrzastego ciałka przez brzeg kuwety i zaczął się zanurzać. Chyba mu się spodobało, bo szybko przerzucił jeszcze tylnie nogi i już cały był w wodzie. Pokręcił się, powiercił, ponurkował, nawet na chwilę się położył. A potem zrobił miejsce bratu. Co dziwne, niechętny wodzie Zaraz poszedł w ślady wodniaka-Momenta, choć jego czas pobytu w wodzie był zdecydowanie krótszy.
Teraz wymoczone biegają radośnie po domu. Fajnie, nie muszę zmywać podłóg :-)

2008-04-11

Mea culpa i chłopaków pomysłowość

Pomysłowość to dość optymistyczne stwierdzenie, należałoby raczej napisać całkowity brak instynktu samozachowawczego albo coś w tym guście, tylko że to trochę za długo.
Od trzech dni przeczesujemy chatę w poszukiwaniu baterii do aparatu. Wsiorbało, nie ma, pogodziliśmy się już nawet, że trzeba kupić nową. Ale wczoraj jeszcze miałam nadzieję i z tą nadzieją zerknęłam do mojego pudła pełnego skarbów i precjozów dekupażowych. Niestety zguby tam nie było.
A dziś rano (? a może nie rano tylko w nocy) dzieci wynalazły sobie zabawkę. Ściągnęły jedną buteleczkę, o które zapomniałam. Ściągnęły i zaczęły ją wesoło turlać i nadryzać, i drapać, i turlać... Tuż przed wyjściem do pracy podniosłam Momenta, a on... cały posklejany. Lepią mu się łapki, pyszczek, wąsy. Patrzę na butelkę - mój crackle do spękań. Śmierdzący jak jasna cholera. No to cap zwierzaka za grzbiet i do miski z wodą, ten nie chce, to ja na siebie ubieram raz-dwa sweter domowy, żeby bluzka pracowa nie ucierpiała na spotkaniu z sierściuchem. Moment do miski i myju-myju. Ależ się wyrywał, buntował, denerwował, drapał i gryzł. Z odsieczą przybył Luźny, bo sama bym chyba rady młodemu nie dała. Doprowadziliśmy bestię do jakotakiego wyglądu i z duszą na ramieniu (oraz spóźnieni jakiś kwadrans) polecieliśmy do pracy.
Wracam z pracy - a ci jakby nigdy nic leżą sobie na balkonie. W sumie nie wiem co robili, ale jak mnie tylko zobaczyli (ups, raczej usłyszeli, bo to ślepaki przecież) zwiali czym prędzej pod skrzynki. Ważne, że chwilę potem harcowali w najlepsze, znaczy się wszystko z nimi OK.

2007-06-15

9 czerwca - H2O

Całkiem przez przypadek odkryliśmy pewną namiętność naszych fretek, a przynajmniej Momenta. Zamiast pić grzecznie wodę z miski, wkładał ryjek do środka i przesuwał nim wzdłuż ścian naczynia. Zdziwiony przy okazji, że musi się wynurzyć, żeby nabrać powietrza. Jako że zrobiło się naprawdę ciepło, a frety są zwierzakami, które nie przepadają za upałami, zaryzykowaliśmy zwierzakową kąpiel.
Nalaliśmy trochę wody do brodzika i włożyliśmy tam fretki. Na początek zaczęli kopać, niczym w żwirku kuwetkowym, jednak "dziwnym trafem" jakoś nie mogli sięgnąć dna, pełni obaw zanurzyli się w wodzie po brzuchy i z ich min wywnioskowaliśmy, że to dla nich prawdziwa ulga przy takich temperaturach.
Po chwili okładali się zgodnie nic sobie nie robiąc z otaczającej ich wody. Znudziło im się dość szybko, bo namoknięta sierść jest zdecydowanie cięższa od suchej, więc to okładanie nie było zbyt proste :-) Moment pokazał przy okazji swój talent nurkowy - bardzo mu zależało na wyciągnięciu korka, tak długo trzymał więc głowę pod wodą, aż mu się ta sztuczka nie udała.



Włożone do ręcznika tak śmiesznie wycierały sobie ryjki - a my im grzbiet, brzuszek i kończyny, żeby się maluchy nie przeziębiły od otwartego okna.