Dziś z zafascynowaniem (znowu!) patrzyłam na freciorki ganiające po całym mieszkanku. Były wszędzie na podłodze, na kanapie, pod kapą, na fotelu, na stoliku, na biurku, na balkonie, na podłodze, kanapie, fotelu, w przedpokoju. Galopek przez udostępnioną im przestrzeń :)
Raz jeden goni, drugi ucieka, a potem - w tylko im znanej chwili - następuje zmiana ról i ten, który uciekał teraz goni. Berek klasyczny.
No i widzę taką scenkę: ucieka Zarazek (małe, chude toto), goni go Moment (kluska). Pierwszy zwinnie manewruje, drugi co jakiś czas robi wielkiego susa i powala brata swoją masą. No więc Zaraz by nie być powalonym, ucieka jeszcze szybciej. Ale Moment mimo wagi nie gubi sprytu i sprawności jest tuż-tuż za bratem, gdy ten... chowa się pod krzesło przy moim biurku (klasyczne na kółkach). Moment musiałby się tam wciskać, więc uznaje, że walkę wygrał brat :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabawa. Pokaż wszystkie posty
2010-05-05
2009-05-20
Wieczorne, majowe spacery
Chodzimy do pobliskiego parku, odpinamy smycze, czujnym okiem (a raczej czterema "okami") spoglądamy na futrzaki. Co chwilę tylko słychać: Masz tam jednego? Masz obu? Żadnego tu nie mam!

A one tymczasem (a przynajmniej Moment) zaznajamiają się z drzewem, jego korzeniami i skryjówkami, jakie można sobie pomiędzy nimi wygrzebać.

Czasami nostalgicznie przystaną wśród dmuchawców i niezapominajek.

A potem szalejemy!

A one tymczasem (a przynajmniej Moment) zaznajamiają się z drzewem, jego korzeniami i skryjówkami, jakie można sobie pomiędzy nimi wygrzebać.

Czasami nostalgicznie przystaną wśród dmuchawców i niezapominajek.

A potem szalejemy!
2009-04-18
2009-03-16
2009-03-14
Zabawy fretkowe
Zwykle nie wiemy, która zabawka przypadnie freciakom do gustu, podobnie jak nie znamy ich upodobań, co do miejsc (o rozstawieniu kuwet nie wspominając, zwykle stoją 5 cm za blisko, za bardzo na prawo/lewo lub są cofnięte).
2007-09-07
Zemsta bywa słodka
Maluchy się starają i to ze wszystkich sił. Za to my... zawodzimy na całej linii.
Ostatnio były bardzo grzeczne przez cały dzień, niestety wróciliśmy wtedy do domu dopiero po 22, a więc 3 godz. po ich mięsnej kolacji. Spodziewaliśmy się zastać dom w ruinie, a tu porządek, kupki raczej w kuwetach, dzieci grzecznie hasające i nawet niezbyt rozrabiające. Dorastają - pomyśleliśmy. Jednak z pewną nieśmiałością kładliśmy się spać, obawiając się zemsty nocnej. A tu też nic - o poranku okazało się, że frety przespały całą noc. Naprawdę dorastają - cisnęło się nam na usta. I lubią nas, niezależnie od tego, jak bardzo je zawiedziemy.
Spokojni o chałupkę otworzyliśmy drzwi popołudniu. Sajgon to naprawdę łagodne określenie bałaganu, który ujrzeliśmy. Przedpokój sypialniano-łazienkowy cały w odchodach (pominę szczegóły, ale musiały duuuuużo pić), poprzewracane blokady, które dotychczas skutecznie zagradzały wejście w szczeliny za meblami w kuchni, a winowajców brak. Otwieram szafkę pod zlewem - są, zwinięte w kłębki dwa niewinne stworzonka. Na całe szczęście śmietnik był pusty, bo by go w strzępy roznieśli. Zeżarli parę ziemniaków, co nie jest dla nich ani zdrowe, ani przede wszystkim bezpieczne. Na szczęście dali radę je pogryźć, choć po zostawionych tu i ówdzie (nie tylko na wspomnianym przedpokoju) śladach, domyśliliśmy się, że nieźle ich kartofelki przeczyściły.
Jak się już rozbudzili na dobre, pokazali nam swoje rozbudowane ADHD, normalnie wylądowali w klatce zamkniętej na cztery spusty, bo inaczej chyba byśmy tydzień odgruzowywali chałupę. Trochę byli zdziwieni zamknięciem, w końcu strzelili focha i poszli spać.
Oczywiście zostali wypuszczeni po kilkudziesięciu minutach, wyszli więc nieco naburmuszeni i z łaską wielką w kolejne kilkadziesiąt minut uporali się z czystością, która najwyraźniej jakoś ich drażni.
Ostatnio były bardzo grzeczne przez cały dzień, niestety wróciliśmy wtedy do domu dopiero po 22, a więc 3 godz. po ich mięsnej kolacji. Spodziewaliśmy się zastać dom w ruinie, a tu porządek, kupki raczej w kuwetach, dzieci grzecznie hasające i nawet niezbyt rozrabiające. Dorastają - pomyśleliśmy. Jednak z pewną nieśmiałością kładliśmy się spać, obawiając się zemsty nocnej. A tu też nic - o poranku okazało się, że frety przespały całą noc. Naprawdę dorastają - cisnęło się nam na usta. I lubią nas, niezależnie od tego, jak bardzo je zawiedziemy.
Spokojni o chałupkę otworzyliśmy drzwi popołudniu. Sajgon to naprawdę łagodne określenie bałaganu, który ujrzeliśmy. Przedpokój sypialniano-łazienkowy cały w odchodach (pominę szczegóły, ale musiały duuuuużo pić), poprzewracane blokady, które dotychczas skutecznie zagradzały wejście w szczeliny za meblami w kuchni, a winowajców brak. Otwieram szafkę pod zlewem - są, zwinięte w kłębki dwa niewinne stworzonka. Na całe szczęście śmietnik był pusty, bo by go w strzępy roznieśli. Zeżarli parę ziemniaków, co nie jest dla nich ani zdrowe, ani przede wszystkim bezpieczne. Na szczęście dali radę je pogryźć, choć po zostawionych tu i ówdzie (nie tylko na wspomnianym przedpokoju) śladach, domyśliliśmy się, że nieźle ich kartofelki przeczyściły.
Jak się już rozbudzili na dobre, pokazali nam swoje rozbudowane ADHD, normalnie wylądowali w klatce zamkniętej na cztery spusty, bo inaczej chyba byśmy tydzień odgruzowywali chałupę. Trochę byli zdziwieni zamknięciem, w końcu strzelili focha i poszli spać.
Oczywiście zostali wypuszczeni po kilkudziesięciu minutach, wyszli więc nieco naburmuszeni i z łaską wielką w kolejne kilkadziesiąt minut uporali się z czystością, która najwyraźniej jakoś ich drażni.
2007-09-03
Harcowanie, myszkowanie
Skoro wszystkie kąty w domu zostały już poznane i obsikane ;-) trzeba było zająć się detalami. Od zeszłego tygodnia zwierzątkom bardzo przeszkadza karton stojący obok mojego komputera. Nic w nim takiego nie ma (oprócz mniejszego pudełka), ale zamysł był taki, że będzie zaporą dla szkodników przed grasowaniem przy komputerze. Zaporą, hahaha. Rozpruły pudełko w drobny mak, wchodzą sobie do niego, przechodzą przez nie, biją się w środku, jeden jest obrońcą pudełkowej twierdzy, a drugi atakuje i chce ją zdobyć. Hałas, huk i walające się wszędzie resztki tektury, oto nasza codzienność.
Dumny obrońca papierowej twierdzy
Między wewnętrznym a zewnętrznym murem nie ma zbyt dużo miejsca, ale fretek się zawsze wciśnie...
i zajmie całe podgrodzie czy też fosę.
Musi być jednak czujny, bo tuż obok czai się atakujący wróg, a może to szpieg wroga?
Dumny obrońca papierowej twierdzy
Między wewnętrznym a zewnętrznym murem nie ma zbyt dużo miejsca, ale fretek się zawsze wciśnie...
i zajmie całe podgrodzie czy też fosę.
Musi być jednak czujny, bo tuż obok czai się atakujący wróg, a może to szpieg wroga?
2007-06-15
9 czerwca - H2O
Całkiem przez przypadek odkryliśmy pewną namiętność naszych fretek, a przynajmniej Momenta. Zamiast pić grzecznie wodę z miski, wkładał ryjek do środka i przesuwał nim wzdłuż ścian naczynia. Zdziwiony przy okazji, że musi się wynurzyć, żeby nabrać powietrza. Jako że zrobiło się naprawdę ciepło, a frety są zwierzakami, które nie przepadają za upałami, zaryzykowaliśmy zwierzakową kąpiel.
Nalaliśmy trochę wody do brodzika i włożyliśmy tam fretki. Na początek zaczęli kopać, niczym w żwirku kuwetkowym, jednak "dziwnym trafem" jakoś nie mogli sięgnąć dna, pełni obaw zanurzyli się w wodzie po brzuchy i z ich min wywnioskowaliśmy, że to dla nich prawdziwa ulga przy takich temperaturach.
Po chwili okładali się zgodnie nic sobie nie robiąc z otaczającej ich wody. Znudziło im się dość szybko, bo namoknięta sierść jest zdecydowanie cięższa od suchej, więc to okładanie nie było zbyt proste :-) Moment pokazał przy okazji swój talent nurkowy - bardzo mu zależało na wyciągnięciu korka, tak długo trzymał więc głowę pod wodą, aż mu się ta sztuczka nie udała.

Włożone do ręcznika tak śmiesznie wycierały sobie ryjki - a my im grzbiet, brzuszek i kończyny, żeby się maluchy nie przeziębiły od otwartego okna.
Nalaliśmy trochę wody do brodzika i włożyliśmy tam fretki. Na początek zaczęli kopać, niczym w żwirku kuwetkowym, jednak "dziwnym trafem" jakoś nie mogli sięgnąć dna, pełni obaw zanurzyli się w wodzie po brzuchy i z ich min wywnioskowaliśmy, że to dla nich prawdziwa ulga przy takich temperaturach.
Po chwili okładali się zgodnie nic sobie nie robiąc z otaczającej ich wody. Znudziło im się dość szybko, bo namoknięta sierść jest zdecydowanie cięższa od suchej, więc to okładanie nie było zbyt proste :-) Moment pokazał przy okazji swój talent nurkowy - bardzo mu zależało na wyciągnięciu korka, tak długo trzymał więc głowę pod wodą, aż mu się ta sztuczka nie udała.

Włożone do ręcznika tak śmiesznie wycierały sobie ryjki - a my im grzbiet, brzuszek i kończyny, żeby się maluchy nie przeziębiły od otwartego okna.
6 czerwca - Pożegnanie
Cały dzień z maluchami!
Plątają się między nogami, najlepszą zabawką są troczki od plecaka, nie celują do kuwety. Podejmują próby dostania się tam, gdzie mają zakaz wstępu - do łazienki, sypialni i do półki pod zlewozmywakiem. Oprócz pakowania mamy oczy dookoła głowy, a jeszcze sobie wymyśliliśmy przemeblowanie, żeby kufer mógł powrócić z wygnania w sypialni. Niestety po przestawieniu wszystkiego, okazało się, że chyba jednak popełniłam błąd w obliczeniach i jak się kufer nie mieścił, tak dalej się nie mieści. A Luźny dzielnie walczył z kablami od komputerów i mamy wreszcie porządek wokół biurek.
Dziś wyjeżdżamy na południe i wrócimy dopiero w sobotę, a nie mamy możliwości zabrania ich ze sobą.
Fretki poznają K&K i dziwią się bardzo dlaczego ludzie chowają przed nimi stopy - przecież one chcą się tylko przywitać.
O 19 karmimy maluchy, całujemy w czółka, dolewamy wody, porządnie zamykamy klatkę - przez 2,5 dnia będą się nimi zajmować ciocie.
Bądźcie grzeczne.
Plątają się między nogami, najlepszą zabawką są troczki od plecaka, nie celują do kuwety. Podejmują próby dostania się tam, gdzie mają zakaz wstępu - do łazienki, sypialni i do półki pod zlewozmywakiem. Oprócz pakowania mamy oczy dookoła głowy, a jeszcze sobie wymyśliliśmy przemeblowanie, żeby kufer mógł powrócić z wygnania w sypialni. Niestety po przestawieniu wszystkiego, okazało się, że chyba jednak popełniłam błąd w obliczeniach i jak się kufer nie mieścił, tak dalej się nie mieści. A Luźny dzielnie walczył z kablami od komputerów i mamy wreszcie porządek wokół biurek.
Dziś wyjeżdżamy na południe i wrócimy dopiero w sobotę, a nie mamy możliwości zabrania ich ze sobą.
Fretki poznają K&K i dziwią się bardzo dlaczego ludzie chowają przed nimi stopy - przecież one chcą się tylko przywitać.
O 19 karmimy maluchy, całujemy w czółka, dolewamy wody, porządnie zamykamy klatkę - przez 2,5 dnia będą się nimi zajmować ciocie.
Bądźcie grzeczne.
5 czerwca - Piłka ryjkowa
Z wielkim zainteresowaniem malcy przesuwają po podłodze zakrętkę od plastikowej butelki po wodzie mineralnej. Niestety przedmiot ten musi być praktycznie ciągle popychany noskiem, żeby się przesuwał mniej więcej tam, gdzie sobie fretka upatrzy. Natchnęło nas to, by ofiarować zwierzakom Luźnego piłeczki golfowe.
Och co to była za radość, jedno dotknięcie pyszczkiem, a to "coś" toczy się samo - co prawda nie do końca tam, gdzie by chciała fretka, ale przecież nie ma w tym nic złego, żeby fretka szła tam, gdzie chce piłka, nieprawdaż.
Wieczorem żywiołki szalały z piłkami nawet w klatce i to był jak na razie jeden raz, kiedy je słyszeliśmy, kiedy zasypialiśmy :-)
Och co to była za radość, jedno dotknięcie pyszczkiem, a to "coś" toczy się samo - co prawda nie do końca tam, gdzie by chciała fretka, ale przecież nie ma w tym nic złego, żeby fretka szła tam, gdzie chce piłka, nieprawdaż.
Wieczorem żywiołki szalały z piłkami nawet w klatce i to był jak na razie jeden raz, kiedy je słyszeliśmy, kiedy zasypialiśmy :-)
2007-06-14
31 maja - Fretki w butach
Maluszki szaleją i zwiedzają kolejne przestrzenie w naszym "apartamencie". Dotarły już na przedpokój, gdzie bardzo zafrapowało je nasze obuwie. Przez moje sandały sobie przepełzają - od strony pięty wchodzą pod spodem, przechodzą nad paskiem trzymającym stopę i nurkują pomiędzy paskami na palcach. Taka przeplatanka fretkowa.
Ale wysokie buty Luźnego są fenomenalną "skryjówką", można zanurkować do środka i wynurzyć się, wystawiając tylko ciekawski pyszczek. Zorientowaliśmy się po chwili ciszy, że coś musiały zbroić, patrzymy na przedpokój i widzimy:

Dobrze, że w miejscu zabaw się nie paskudzi, bo Luźny ma tylko jedną parę obuwia i byłby zonk :)
Ale wysokie buty Luźnego są fenomenalną "skryjówką", można zanurkować do środka i wynurzyć się, wystawiając tylko ciekawski pyszczek. Zorientowaliśmy się po chwili ciszy, że coś musiały zbroić, patrzymy na przedpokój i widzimy:

Dobrze, że w miejscu zabaw się nie paskudzi, bo Luźny ma tylko jedną parę obuwia i byłby zonk :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)









