Nalaliśmy trochę wody do brodzika i włożyliśmy tam fretki. Na początek zaczęli kopać, niczym w żwirku kuwetkowym, jednak "dziwnym trafem" jakoś nie mogli sięgnąć dna, pełni obaw zanurzyli się w wodzie po brzuchy i z ich min wywnioskowaliśmy, że to dla nich prawdziwa ulga przy takich temperaturach.
Po chwili okładali się zgodnie nic sobie nie robiąc z otaczającej ich wody. Znudziło im się dość szybko, bo namoknięta sierść jest zdecydowanie cięższa od suchej, więc to okładanie nie było zbyt proste :-) Moment pokazał przy okazji swój talent nurkowy - bardzo mu zależało na wyciągnięciu korka, tak długo trzymał więc głowę pod wodą, aż mu się ta sztuczka nie udała.

Włożone do ręcznika tak śmiesznie wycierały sobie ryjki - a my im grzbiet, brzuszek i kończyny, żeby się maluchy nie przeziębiły od otwartego okna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz